Lukoilman utworzono 11 lipca 2013 utworzono 11 lipca 2013 (edytowane) Witam. Dwa lata temu zakupilem komputer o takowej specyfikacji: MoBo: MSI760GM-P33 CPU: AMD Phenom II X4 955 BE RAM: 2x2GB Dolphin DDR3 1333MHz GPU: Palit GTX560 HDD: WD Caviar Green 1TB Zasilacz: LC Power 600W LC600H-12 V2.31 Kosztował 1900zł Z góry przepraszam za taką ilość tekstu (większosć pomyśli pewnie tl;dr), jednak jeżeli ktoś jest w stanie powiedzieć mi coś sensownego to bardzo proszę, bo problemy z tym gunwem komputerem doprowadzają mnie do rozstroju umysłowego i intelektualnego... Dodam jeszcze, że na obecną chwilę nie pracuję, idę na studia i nie mam miliardów dolarów, żebym mógł wymieniać po kolei wszystko jak leci. Wiem, że ktoś pewnie pomyśli lub nawet napisze - "tak to jest jak się kupuje po taniości kompa za 2000zł na Allegro, mi rodzice kupili w sklepie za 8 tysięcy i wszystko działa dobrze". Oczekuję wyrozumiałości :prosi: Rozdział pierwszy: Od początku działy się cuda. Krótko po instalacji systemu komp zaczynał zamulać. Z czasem okresy pomiędzy formatami stawały się coraz krótsze a ja stawałem się coraz bardziej wnerwiony. Zamiast cieszyć sie z nowego kompa były ciągłe nerwy o to, że nie funkcjonuje jak trzeba. Z rok temu postanowiłem w końcu się tym zająć. Za wszystko obwiniłem dysk, sprawdziłem programami - wyszło, że dysk ma pełno bad-sectorów. Wyjąłem go, wsadziłem dysk ze starego kompa jeszcze na IDE, podpiąłem, sądziłem, że komp powinien teraz chodzić stbilnie, co prawda dysk będzie miał wolniejszy odczyt/zapis z racji IDE, ale przynajmniej będzie stabilnie, tamten z kolei zamierzałem wysłać aby został naprawiony/wymieniony w ramach gwarancji. Przed zamontowaniem starego dysku sprawdziłem go - nie miał żadnych badów a kondycja oceniona została chyba na 100 czy 99%. Niestety po tygodniu-dwóch widziałem, że robi się to samo, co na nowym dysku. Stary, pomimo, że przed włożeniem był w bardzo dobrej kondycji, zachowywał się tak samo źle. Doszedłem do wniosku, że skoro bez względu na dysk komp i tak chodzi źle, to problem leży gdzie indziej. Wprawdzie dysk z nowego kompa miał bad sektory, jednak nie wysłałm go do naprawy. Nie byłem jednak w stanie stwierdzić co może być przyczyną. Dodam, że próbowałem też wyjmować GPU. Nie dawało to efektów, na integrze robiło się to samo, więc nie była to wina karty graficznej. Próbowałem też po kolei każdej kości RAM, na jednej i na drugiej robiło się to samo (no chyba, że obydwie naraz są walnięte - nie sprawdzałem ich żadnym bootowalnym programem, a jedynie niedawno programem Super PI MOD 1.5 - wyniki były zaskakująco dobre). Tym sposobem dalej męczyłem się na tym sprzęcie, z czasem zacząłem korzystać ze starego kompa, bo nie chciało mi się robić formatów co dwa tygodnie. Ze trzy tygodnie temu postanowilem znów ożywić nowy komp, który ma już teraz dwa lata i przez ten czas dał mi więcej nerwów niż radości. Zainstalowałem więc Windows 8, z ciekawości, żeby zobaczyć jak działa. Sprawiał wrażenie, że jest bardziej odporny na mój "magiczny" sprzęt i chodził w miarę szybko i stabilnie. Sielanka trwała kilka dni, po których komp nagle łapał zawiechy a z głośników dobiegał przeraźliwy trzask elektroniki (dźwięk podobny do tego, jak w trakcie gry na Pegazusie wyjmie się kartdridż). Było to chyba ostatnie tchnienie płyty głównej. Potem było tylko gorzej: BIOS pokazywał błąd magistrali Hyper Transport. Rozdział drugi: Oskarżona o całe zło została płyta główna, która w zasadzie mogła być nieadekwatna do reszty podzespołów. Był to bowiem model z najniższej półki, z przeznaczeniem raczej do biura, nie do domowego PeCeta (z bądź co badź niezłą jak na połowę roku 2011 grafiką GTX560 - był to wtedy jeden z nowszych modeli z najnowszej seri 5xx), stąd zintegrowana grafika na niej. Uznałem nawet, że to dobrze, że ostatecznie MoBo padła - przynajmniej winowajca został ujawniony. Kilka dni temu zamówiłem więc nieco lepszy sprzęt - ASUS M5A97 EVO R2.0. Lepszy chipset, lepsza sekcja zasilająca z radiatorem no i format ATX oraz brak zintegrowanego GPU, co sugeruje, że nie jest to najtańsza płyta do kompa w biurze. Dwa dni temu zainstalowałem ją w moim kompie. Zaktualizowałem BIOS. Pierwszy raz miałem do czynienia z UEFI. Poszperałem w ustawieniach, nieco podkręciłem to i owo, wszystko w granicach normy i zdrowego rozsądku. Komp niby chodził. Coś jednak wisiało w powietrzu. Przywróciłem optymalne ustawienia dochodząc do wniosku, że na moje potrzeby stock jest wystarczający a zbytniego OC nie ma co robić, bo oprócz procesora (Black Edition) oraz ewentualnie płyty głównej, reszta podzespołów nie jest przystosowana do OC. Sprawdziłem indeks wydajności w Win7, nie wiedzieć czemu RAM oceniono na 5,9. Wcześniej, na MoBo MSi miał ocenę 7,5. Wynik uzyskany w Super PI był prawidłowy jak na tę klasę pamięci (ok. 21-22 sekund, po podkręceniu na 1466MHz nawet 17 sekund a wynik indeksu dalej 5,9). Zainstalowałem znów Win8. Na Win8 w ogóle nie potrafił sklasyfikować komputera, po zakończeniu klasyfikacji w tabelce nie było cyferek. Kilka minut po tym, po restarcie system już nie wstał. Bootlogo niebieskiego okna i kręcące się kółeczko - trwało to kilkanaście minut i nic. Próba reinstalacji - kilkanaście minut albo i więcej (nie siedziałem przy kompie w tym momencie) potrwało załadowanie instalatora. Potem po wybraniu opcji formatuj - dalej przynajmniej kilkanaście minut (zazwyczaj trwa to kilka sekund). System w końcu zaczął się instalować. Potem nastąpił jakiś błąd, błękitny ekran śmierci ze smutna minką, restart, komp w ogóle nie zaczął bootować dysku. Jakby nie mógł się do niego dobrać. Po kilku resetach zaczął go bootować, ale wtedy znowu bootscreen od Win8 i nic więcej. W ruch poszła płytka z instalatorem od WinXP. Myślałem, że gruntowny format (to co jest w instalatorach od Visty wzwyż to jakiś ćwierć format, bo nie wierzę, żeby w kilka sekund sformatowal cały 1TB bez nawet ruszenia głowicy) pomoże. Zbootowałem płytę, zaczęło ładować pliki, sterowniki itp, w końcu wywaliło BSOD, tym razem ten tradycyjny i surowy jak z poprzedniej epoki, ciemnoniebieski i żadnej smutnej minki, tylko suche fakty: problem z dyskiem, sprawdź dysk lub kontroler dysku. Kontroler to mostek na płycie, a płyta była wymieniona dwa dni przed tym zdarzeniem, więc wykluczyłem winę nowej płyty głównej. Podejrzenia padły na HDD. Epilog Dysk został wymontowany i czeka na wysłanie, zostało mi ponad dwa tygodnie gwarancji na komp, więc muszę się spieszyć. Dowiedziałem się, że prawdopodobnie otrzymam zwrot pieniędzy. Postanowiłem, że jeśli tak, to dołożę nieco i kupię wtedy jakiś SSD. 1TB i tak nie jest mi potrzebny, zajmowałem maksymalnie kilkadziesiąt GB (może z racji tego, że co chwile był format, tak czy inaczej nie trzymam na kompie żadnego shitu, miliardów filmów i setek gier i programów, których nie używam, lubię minimalizm i porządek na kompie). SSD o pojemności 120GB w zupełności mi wystarczy. Mam jednak obawy o to, czy jeszcze jakiś element nie jest wadliwy. Cień podejrzeń padł na zasilacz. Co sądzicie o moim modelu? Czy to on może być winowajcą? Na blackliście złych i strasznych producentów firma LC Power nie występuje (jest L&C ale to chyba nie to samo), opinie są raczej pozytywne, moc 600W powinna teoretycznie wystarczyć na tę konfigurację. Czy to on mógł dobić poprzednią płytę główną? Czy to on mógł powodować tworzenie się badów na dysku? Co jeszcze może powodować taką dziwną pracę komputera? Zakładam, że płyta główna jest dobra, procesor raczej nie wskazuje na uszkodzenie. Zastanawia mnie RAM, który był słabo sklasyfikowany. Dysk będzie odesłany. Pytanie co z zasilaczem?
Zayfi komentarz 11 lipca 2013 komentarz 11 lipca 2013 Zmień zasilacz przy okazji. Tu masz dyskusje na ten temat. http://www.forumpc.pl/topic/168866-zasilacz-lc-power-opinie/
Wciąż szukasz rozwiązania problemu? Napisz teraz na forum!
Możesz zadać pytanie bez konieczności rejestracji - wystarczy, że wypełnisz formularz.